McDonald’s, a przynajmniej jego kanadyjska odnoga, postanowił odpowiedzieć na jedno z największym pytań nurtujących ludzkość: dlaczego?
Dlaczego jedzenie z McDonald’s wygląda inaczej w reklamie niż w McDonald’s?
Przypuszczam, że pod odpowiedzią mogłyby podpisać się pozostałe odnóża McDonald’s, opasające sporą część naszego globu, a także kilka innych sieci fast-food.
Swoją odpowiedź McDonald’s wyartykułował ustami kanadyjskiej szefowej marketingu firmy, w zamieszczonym na YouTube filmie.
Przyjrzyjmy się jego kluczowym momentom (bo momenty były – a jakże!).
0:07
Pani czyta z iPada rzeczone pytanie: Why does your food looks different in the advertising than what is in the store?
I przyznaje, że jest to świetne pytanie.
Ja również przyznaję, że jest to świetne pytanie, chociaż zastanawiam się, dlaczego odpowiedź na nie ma trwać jeszcze ponad 3 minuty? Przecież w kilka sekund można powiedzieć, że gdyby w reklamach pokazywano to, co faktycznie przygotowuje „kuchnia” w fastfoodach, to ludzie szybko pokapowaliby się, że tych samych odczuć wizualnych – i być może również smakowych – dostarczają leżące na jezdni rozjechane psy, koty, lisy i jeże.
W dodatku są tańsze.
Okazuje się jednak, że filmik nie przynosi odpowiedzi na pytanie „dlaczego żarcie w reklamach wygląda inaczej niż w sklepie”. A nawet jeśli, to nie jest to filozoficzne pytanie o pra-przyczynę („dlaczego to robicie”), a techniczne pytanie o technologię („jak to robicie”).
Na marginesie mała ciekawostka. w Polsce z uporem godnym lepszej sprawy McDonald’s określa się mianem restauracji. Tymczasem w Kanadzie – jak słyszymy co i rusz w filmiku – nie ma problemu z określeniem store – sklep. Pamiętajcie o tym w przyszłości: jeśli chcecie się lansować w McDonald’s, to tylko z wózkiem podpieprzonym z Tesco.
0:30
O rozjechanej wiewiórce, dopiero co kupionej w akurat-znajdującym-się-w-okolicy McDonald’sie, pani wyraża się tymi słowy: „Oooh, looks gooood! Look at this beauty”.
Spójrzcie na tę piękność! Cholera. Ona chyba naprawdę w to wierzy.
1:10
Rozjechana wiewiórka z 0:30 trafia do studia fotograficznego, po to by później zostać porównaną z wiewiórką nierozjechaną.
0:50
Pani pośrednio daje do zrozumienia, że burgery, które widzimy w reklamie, nie powstają w McDonald’s. Jakby ktoś nie wiedział.
Skądinąd znakomity pomysł. Producenci – na przykład – samochodów powinni wziąć go pod uwagę. W końcu po co mieliby reklamować takiego na przykład Fiata Pandę filmem przedstawiającym Fiata Pandę? Czy nie byłoby lepiej wykorzystać w tym celu Porsche 911?
1:25
Pani przyznaje, że burger z lokalu przygotowany został w minutę, podczas gdy przygotowanie burgera na potrzeby reklamy, sfotografowanie go i obróbka zdjęcia to długie godziny pracy. (W całym filmie widzimy, że są to godziny pracy specjalistów z bardzo różnych dziedzin; żaden z nich nie wygląda jak… jakby to powiedzieć, żeby nie przesadzić z określenie… kucharz w McDonald’s)
1:45
Kilka osób tłumaczy, jak to wszystkie składniki, normalnie rozparcelowane na całej powierzchni burgera, układane są tuż przy jego brzegu – tak, aby wszystkie były widoczne.
Oczywiście – dodam od siebie – w żadnym wypadku nie tworzy to wrażenia, że cały burger jest tak treściwy jak jego hmm… fasada.
2:25
Stylista żywności (food stylist – !) rozważa różne warianty przyozdobienia burgera sosami. Następnie misternie wdraża jeden z nich. Takiego samego pietyzmu można się oczywiście spodziewać ze strony pracowników przeciętnego lokalu McDonald’s, prawda?
2:43
Przez moment miga na ekranie podsumowanie obu wiewiórek – tej z McDonald’s rozdeptanej przez słonia), i tej wyhodowanej na farmie kulturystów, już sfotografowanej. Później porównanie pojawi się jeszcze kilkakrotnie. Będziemy jeszcze przez chwilę świadkami bagatelizowania różnic między obiema wiewiórkami, a potem na ekranie pojawi się wielki napis „The End”.
Albo logo McDonald’s.
Podsumowanie
Reklama: aby zrobić jednego burgera na potrzeby reklamy wielu wysoko wykwalifikowanych i dobrze opłacanych specjalistów, nie związanych zawodowo z McDonald’s poświęca długie godziny pracy.
Rzeczywistość: aby zrobić jednego burgera na potrzeby klienta, kilka przeszkolonych naprędce osób z kiepskim wynagrodzeniem, zatrudnionych przez McDonald’s poświęca po kilkanaście sekund swojej pracy.
Pani w filmie podkreśla jednak, że do wyprodukowanie obu burgerów użyto dokładnie takich samych składników. Zapewne kierując się uczciwością wobec klienta.
Pani z filmu ma na imię Hope. Nadzieja.
Rad bym poznać inne jej – marketingowe – dzieci.
Suplement
Na koniec mały obrazek, znany już być może facebookowym, google-plusowym i pinterestowym Fanom:
Oraz obiecane na Facebooku alternatywne ujęcie kupionego przeze mnie burgera.